środa, 11 czerwca 2014

Home sweet home...

Dość wczesne popołudnie, grono rodzinne, grill, ogólnie - sielanka...Podczas tej ogrodowej idylli, konwersacja tradycyjnie na poziomie:

Babcia patrząc na Maxa: Ja już wiem! On jest taki smutny, bo się zakochał!
Max patrząc na nas: NIE!
ja patrząc na Maxa: Ale młody, to nic złego to wręcz normalne...no chyba, że wolisz chłopców...Ale nie martw się zaakceptowalibyśmy cię takim...
Tata patrząc w eter: nooo chyba jakbym był już po odwyku...
ja patrząc w eter za tatą: nie no szkoda, żeby tata miał zacząć pić...
Max patrząc znudzony: właśnie...
ja patrząc z nadzieją na Maxa: to co masz jakąś laskę na oku z humana??
Max wychodząc: nie, tam same zajęte albo zużyte...

tak mi brakowało popołudnia doskonale rodzinnego...

sobota, 17 maja 2014

Fenomen...


Muszę Wam przedstawić fenomen pokoi u pani Heli. Jak widzimy na załączonym obrazku, u Pani Heli nie istnieje osobista przestrzeń, każdy śpi obok siebie. Nad posłaniem są pięknie, wyhodowane w potężnych donicach - wysuszone kwiaty. Nad nimi wisząca półka z pustymi puszkami po piwie (pozostałości po balach na tym zamku). W tle jak na królestwo przystało - pozłacany żyrandol. A to wszystko pod czujnym okiem Pana Jezusa wiszącego na wprost, nad szafką z kieliszkami...i jak tu nie kochać Szczyrku??

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

refleksja...

Chciałam napisać coś refleksyjnego...coś związanego z duchami przeszłości. Napiszę jedynie, że się znowu ohydnie obżarłam na święta...

niedziela, 30 marca 2014

rodem z filmu...

To co  nam sie przydarzylo  na topografii zdarza sie tylko w filmach amerykanskich. 9 osob, major kazal nam sie podzielic na 3 grupy. Pierwsza skladala sie z samych facetow, druga z dwoch dziewczyn i chlopca, a trzecia z 3 kobiet. Ja bylam w mieszanej. Pierwsza grupa"lekko" wyszydzila trzecia grupe i robila wszystko by tylko sie nie mieszac, bo wiedzili ze ta grupa nie ukonczy zadania. W samym poleceniu chodzilo o to aby wyznaczyc azymut wg listy i dojsc w 8 punktach do celu. Pozornie proste. Pozornie. Wsiedlismy w autobus i kazda grupa musiala wysiasc gdzie indziej zaczynajac od swiniar :) wysiedlismy i my. Gdzies miedzy torami a obwodnica w tzw. szczerym polu. Obralismy azymut 34 stopni i 750m musielismy isc przed siebie. Na wykonanie zadania w czasie byla 1godz 20min. Jak nie biec to trzeba bylo naprawde szybko isc, bo do przejscia bylo ok 8km. Dwa pierwsze punkty wydawaly nam sie dobrze obrane. Przy trzecim nabralismy mega watpliwosci kiedy przechodzilismy na   wskros przez grzaskie pole, idac bagnistym brzegiem i dostajac zawalu kiedy metr od nas wyfrunal bazant...W punkcie 3 powinnismy byc na krzyzowce drogi brukowej z lesna. A w rzeczywistosci bylismy na krzyzowce polnej z asfaltowa. Po 15 minutach, 3 telefonach, szczegolowej analizie punktow od poczatku, konca i dwa razy srodka, stwierdzilismy ze jestesmy w lesie ale nie tym co bysmy chcieli. Obralismy azymut mniej wiecej i olalismy sprawdzanie punktow. Znalezlismy sie w zabudowaniach. Zobaczylismy autobus miejski wiec troche nam ulzylo bo juz mielismy na szybkim wybieraniu majora, coby mu powiedziec gdzie sie zgubilismy i podac jakis pkt charakterystyczny. Jednak ciagle bylo nam szkoda ze gdzies po drodze pogubilismy te punkty i walczylismy dalej. Wyszlismy na waly zza ktorymi bylo nic tylko pole. Duzo pola...Postanowilismy wypatrywac autobusu ktory nas przywiozl. Bo na azymut  i punkty juz nie bylo co liczyc. Jednak czas uciekal, wiec stwierdzilismy ze juz nie damy rady dobrnac do celu. Grupa 3 -samych lasek byla juz na mecie, a pierwsza - samych chlopcow w glebokiej dupie kolo drzewa ze stringami jak to oni okreslili. My tymczasem juz szlismy na przystanek i juz mnielismy dzwonic do majora kiedy wylaniajac sie zza zakretu zobaczylismy NASZ autobus. Zalapalismy sie jeszcze na 4  i udalismy ze jestesmy tak zajebisci bo 8 punktow zrealizowalismy w 3 :) Ostatnia grupa nieukonczyla zadania...coz taka karma. A my do tej pory nie mozemy uwierzyc jak wytrawnymi jestesmy topografami xD

niedziela, 16 marca 2014

z dziennika żołnierzyka

Przez cały tydzień szukaliśmy i dopytywaliśmy gdzie jest sala 79...mieliśmy mieć tam prawo z tylko nam wiadomo jak rzeźnickim pułkownikiem...Nadszedł sądny dzień, kapitan na apelu:
"Uwaga, żeby nie było już wszelkich wątpliwości, sala nr 79... - kaplica"

Zapadła nieskalana cisza...


_ _ _

W wojsku są prowadzone dwie obsługi:

Obsługa broni czyli obsługa broni
Obsługa wozu czyli leżenie na łóżku

_ _ _

 Często bierzemy udział w występach...najbardziej lubimy karaoke...karaoke ze slajdów

_ _ _

W Ameryce - West Point
W Polsce - Power Point

_ _ _

Pewien oficer w jednostce, jako dowódca plutonu:
Baczność! Spocznij! Baczność! Spocznij! Baczność! Spocznij! Kur**...jakbym znał więcej komend to bym was zaje***...

niedziela, 2 marca 2014

bajkowo...

Szkoła wojskowa to szkoła magii i czarów. Wiecznie chodzimy zdziwieni, zaskoczeni i ponosi nas fantazja...Będąc tam czuję się jak w bajce:

Zbiórka w dwuszeregu. Major pyta nas z charakterystyki celu...Mieliśmy mu m.in. opisać figurę bojową "karabin maszynowy". To w rzeczywistości popiersie dwojga ludzików. Wywołany kolega o tym nie wiedział.
-proszę nam opisać tą figurę bojową...
-yyyyy....hmmm...nooo...eeeee...hm...ee...nooo jest to figura bojowa zwana... bolek i lolek!
-...dziękuję, dwója. Może pan jako bolek i lolek wstąpić do szeregu. Ma pan od tej pory nową ksywkę...

"Witajcie w naszej bajce..."

środa, 29 stycznia 2014

Pan Bog kule nosi...

Wszyscy ktorzy mnie znaja wiedza ze ja nie widze, jestem slepa i mam problem z okresleniem celu a co dopiero trafieniem w niego...i przyszlo Gardziejewskiej strzelac...amunicja ostra w cel odlegly o 100m...uwierzcie mi, cel jest naprawde maly. Zasada prosta. Muszka, szczerbinka w jednej linii, celujemy w srodek podstawy celu zapierajac sie przy tym mocno i trzymac kolbe w dolku strzeleckim...i wyobrazcie sobie ze ja w calym swoim jestestwie trafilam w ta tarcze. Odrzut przy kalachu jest cakiem konkretny wiec miotalo dobrze przez co tym wieksze bylo moje zdziwienie widzac przestrzelona tarcze. Podszedl i porucznik i nawet dostalam od niego 3 sekundowa pochwale wzrokowa. O dziwo tym razem wladowalam wszystkie kule w tarcze i jedna byla na granicy ale nie zaliczyl...mimo to ja znalazlam plusy
"Ha! Panie poruczniku, widze 5 trafien w tablice, tym razem nie dostane wyciorem po glowie"
"Tak. Tym razem sie pani udalo..."
Za drugim razem powtorzylam swoj wynik. Udajac sie pod tarcze, byl rozkaz zrobic to biegiem, no ja nie moglam bo mam chwilowo uszkodzone kolano.
"No pani Gardziejewska, dwie kule obok siebie"
"To super, prawda?!"
"Byloby super gdyby bylo piec obok siebie..."
"..."
"Ale widze ze jest pani dobrym strzelcem, wiec nie musi pani biegac, wrog i tak sie bedzie pani bal"
Slyszalam jak rozbrzmiewaja famfary...

Nie wszystkim poszlo tak jak slepej Gardziejewskiej, byli tacy co ich strzaly mianem snajperskich nazwano, a i tacy co staneli 3 raz do strzalow aby poprawic wynik.
"Oo, potrzeba Wam motywacji...Pani wrog ma duzo lekarstw, jak go pani zabije to bedzie pani miala leki potrzebne do wyzdrowienia. Hmmm a dla drugiej pani jaka motywacja...(i moj glos z oddali...) - alkohol...!
"Alkohol..." powtorzyl zrezygnowany porucznik i zalozyl stoper bo juz nie mogl mnie sluchac...


niedziela, 26 stycznia 2014

Z zycia zolnierza



Dostalam wyciorem od KbkS...Wycior od tego karabinu to taki metrowy, metalowy drut, dosc sztywny...Dostalam nim po glowie bo na 5 strzalow trafilam 4...Cale szczescie ze mialam helm. Skonczylo sie jedynie 3 godzinnym echem...

Do naszego repertuaru piosenek spiewanych na lewa noge, oprocz Ulanow i Balkanicy dorzucilismy jeszcze My pierwsza brygada...Rote zostawilismy na przyszly tydzien :D

Jezeli w pokoju siedzi dwoch oficerow a Ty masz sprawe do tego mlodszego stopniem to i tak najpierw musisz poprosic o zgode tego starszego...Przykladowo: siedzi kapitan i porucznik:
"Panie kapitanie, szeregowy podchorazy Gardziejewska z zapytaniem do pana porucznika.
-zezwalam
Panie Poruczniku szeregowy podchorazy Gardziejewska z zapytaniem"
Czesto mi sie zdarza ze mowie niewyrazne i szybko bo boje sie ze zapomne z czym przyszlam.
Raz sie zapomnialam..."Panie poruczniku szeregowy podchorazy Gardziejewska z emergency..." odeslal mnie z kwitkiem.

Porucznikowi zadzwonil telefon..."wyginam smialo cialo, wyginam smialo cialo a dla mnie to..."
i w tym momencie ja - "malo"!

Mielismy przejscie w szyku ze szperaczami na czele. Takie cos ala RPG. Idzie sie i kazdy oslania a szperacze to tacy najglupsi zolnierze, ktorych nie szkoda jak sie nadzieja na mine. U nas kazdy byl szperaczem...stwierdzili jednakowy poziom inteligencji, niestety nie powiedzili w ktora strone. Zapadl zmrok, ogloszono zagrozenie chemiczne, wlozylismy maski i sie czolgalismy...potem bylo lepiej bo kazali nam w tych maskach strzelac. Okulary w masce zaparowane, ciemno i jedyne co widzisz jakis kontur ludzi.
"widzicie cel!"
"tak widzimy..." - gowno widzielismy w rzeczywistosci
"to strzelac"
cud ze trafilam w droge...

Kopanie okopu w pozycji lezacej frontem do przeciwnika...
"Pani Jasinska...czemu pani lezy tylem???!!!!
Aa bo ja panie poruczniku chronie nas przed ruskimi...
Bo?
Bo ruscy zawsze atakuja od dupy strony..."

sobota, 18 stycznia 2014

czolem!


Jest druga w nocy...minelo dopiero 12h sluzby...jeszcze drugie tyle. Jest cicho, spokojnie oby tak do konca. O kazdej pelnej slychac bicie kukly z kancelarii szefa pododdzialu...Czas sie wlecze niemilosiernie...
Ale sa miejsca gdzie czas plynie az za szybko. Np. przy zakladaniu na czas OP1 (czyli taki gumowy stroj, w ktorym wyglada sie jak teletubis z 3 razy za duzym tylkiem) w MP4 (czyli masce gazowej). Zaklada sie najpierw maske, potem ten kubrak i trzeba w stosunkowo krotkim czasie owinac sie w cala ta cerate, zapinajac przy tym wszystkie guziki...Armagedonem bylo zdjecie kubraka w masce, gumowych i za duzych rekawicach.
Ale to bylo jeszcze nic. Porucznik zabral nas w okopy. Wiec idziemy w jakies rabatki z calym osprzetem spiewajac. A jak nie spiewalismy to bieglismy. Nie znalismy zadnych piesni oprocz "balkanicy" ale to nas dziwnym trafem nie poratowalo...Wiec bieglismy. Jak dobieglismy to zajelismy pozycje do kopania okopu. Pozycja lezac frontem do przeciwnika,w okopie o 30cm glebokosci, 60cm szerokosci i 170cm dlugosci. W sumie nie wyklinalabym faktu znikomego udzialu w pracach ogrodowych gdyby nie to, ze w trakcie wykopkow, Porucznik oglosil zagrozenie chemiczne i trzeba bylo przyodziac maski. Bog mi swiadkiem jakie inwektywy raczyly leciec z mojego dolka. Maska zaparowala tak ze bylo tylko 0,5mm2 widocznosci na lewym szkle. Pierwszy okop nie wyszedl mi za bardzo bo mi sie kostki nie zmiescily. Potem zasypalismy je i 10m dalej poszlismy kopac nastepny...Druga runda nie roznila sie niczym od pierwszej, no moze tylko ze widocznosc na lewym szkle byla jeszcze mniejsza...
"Panie Poruczniku! Szeregowy podchorazy Gardziejewska prosi o uwagi" krzycze tak do dowodcy plutonu z tego okopu, zeby dal mi wskazowki co jeszcze musze poprawic w swoim dolku...a on podchodzi i mowi "tak, pani Gardziejewska, skupiam na pani cala swoja uwage"...
Po wykopkach wracalismy marszem spiewajac 40 razy "przybyli ulani" bo nic innego nie potrafilismy. Po dotarciu na szkole juz nikt nawet nie chcial na glos wypowiedziec slowa ulan.
Rozne rzeczy dzieja sie na szkole. Jezeli za dlugo sie ubieramy to biegamy, za dlugo ukladamy beret tez biegamy i jezeli nam sie tylko cos podobalo a nie bardzo podobalo to tez biegamy. Na wf tez biegamy, co prawda 10km w dresie ale zawsze +10 do kondycji.
Mamy w pokoju koksa - Elzbiete ktora jest niezmordowana i w sekunde rozpisala nam trening na pompki. Robie bo boje sie jej sprzeciwic.
Nauczylam sie szybko kapac, szybko ubierac i jeszcze szybciej konsumowac posilki...a co do kwestii zoldu to powiedzieli nam ze kobiety dostaja nieco wiecej bo nosza wiecej bielizny...witamy w wojsku ;)

piątek, 27 grudnia 2013

"Masz fajne futerko, masz fajną rurę od odkurzacza..." czyli podsumowanie roku 2013



Jak tak patrzę na Kalafantego to kocham go całym sercem...Pafnucka też...ich trąbę, rurę od odkurzacza, futerko czy nawet siekierę. Tak jak Kalaś, tak i ja z butelką wina pod pachą robię podsumowanie tego "wybornego" roku:

tradycyjnie już...dziękuję za:

styczeń...i picie w kościelnym barze
luty...za lokal z trzema wariatami
marzec...za wieże Eiffla
kwiecień...za zimę podczas wiosny
maj...za szaleństwo
czerwiec...za milczenie
lipiec...za uśmiech
sierpień...za hey hey hey
wrzesień....za bezkres
pażdziernik...za zmianę
listopad...za nowy początek
grudzień...za wszystko

i życzę Kalasantemu, Pafnuckowi, Wam i sobie aby 2014 był rokiem spełnionych życzeń, marzeń i rokiem lepszym od 2013 :)